czwartek, 22 października 2015

Nagroda za recenzję dla Anny Dral

Frysztacki Dyskusyjny Klub Książki działający w Gminnej Bibliotece Publicznej może poszczycić się sukcesem. Anna Dral, od roku klubowiczka DKK, otrzymała nagrodę za najlepszą recenzję miesiąca w konkursie zorganizowanym przez Instytut Książki „Klubowicze do klawiatur”. Za recenzję Zabójcy Marii Nurowskiej otrzymała nagrody książkowe z Instytutu Książki. Życzymy Ani kolejnych ciekawych prac i serdecznie gratulujemy wyróżnienia!


XXV Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka - Jawi się w naszym obcowaniu

Wszyscy wiemy, że literatura nie ma granic. Na szczęście, coraz częściej czytelnicy mogą uczestniczyć w wielu wydarzeniach, mających na celu przybliżenie nieznanej twórczości autorów z całego świata. Jednym ze znakomitych przykładów jest XXV Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka, która już po raz kolejny zagościła do wielu szkół i bibliotek na terenie Małopolski, Podkarpacia oraz Ukrainy.

W tym roku inauguracja kolejnej odsłony przedsięwzięcia, wymyślonego przez poetę Andrzeja Grabowskiego, miała miejsce 29 września  we Lwowie. Kilka dni później, ponad trzydziestu autorów oraz bardów, pochodzących m.in. z Ukrainy, Rosji, Wietnamu, Australii, Włoch, Litwy i Węgier, w towarzystwie naszych rodzimych twórców, uczestniczyło w serii unikalnych spotkań autorskich. Jedno z takich spotkań odbyło się w Bibliotece Publicznej we Frysztaku i miałam wielką przyjemność w nim uczestniczyć.

Gośćmi podkarpackiej czytelni w tym roku byli Stanisław Szewczenko i Krystyna Konecka, czyli dwójka wyjątkowych ludzi, którzy pokazują, że na lirykę można patrzeć z bardzo odmiennych punktów widzenia. We wtorkowe przedpołudnie 6 października kilkudziesięcioosobowa publiczność, złożona przede wszystkim z uczniów pobliskich szkół, miała okazję przekonać się, że mówienie o poezji może być ciekawe. Pisarzy uroczyście przywitała pani Jolanta Zarszyńska. Następnie przyszedł czas na oddanie głosu szacownym gościom.

Stanisław Szewczenko jest jednym z tych osób, które w pełni uosabiają ideę polsko-ukraińskiej integracji. Mężczyzna urodził się w 1947 roku na Czernihowszczyźnie.  Aktualnie mieszka w Kijowie. Jego droga twórcza nie była łatwa, gdyż w znacznej mierze pisał w trudnych czasach ZSRR, a jego poezja była daleka od tej promowanej przez ówczesne władze. Dopiero na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych polscy czytelnicy mogli poznać jego wiersze dzięki tomikowi „Środek rzeki” oraz wydanej niedługo później „Wierze i zwątpieniu”. Wtedy rozpoczęła się sympatia artysty do naszego kraju oraz jego dorobku literackiego. To właśnie jemu zawdzięczamy wydanie dwóch antologii poezji polskiej po ukraińsku. Był tłumaczem tekstów m.in. Wisławy Szymborskiej, Czesława Miłosza i Karola Wojtyły. Poeta gościł we frysztackiej bibliotece już po raz drugi. Mężczyzna w rozmowie z czytelnikami tylko na moment odniósł się do trudnej sytuacji swojej ojczyzny. Ukrainiec nie mógł ukryć poruszenia, gdy z nieco łamiącym się głosem mówił, że gdy wokoło trwa wojna, potrzebna jest liryka, mówiąca o pozytywnych emocjach. Zebrani mogli posłuchać wierszy zarówno w języku ich powstania, jak również w przekładzie, dokonywanym przez dziennikarkę, będącą kolejną bohaterką tego niecodziennego wydarzenia.

Krystyna Konecka – bo o niej mowa – pochodzi z rodziny repatriantów z Wileńszczyzny. Od lat jest związana z Białymstokiem, gdzie współpracowała z miesięcznikiem reportażu „Kontrasty” oraz „Gazetą Współczesną”. Należy do Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich. Jako poetce najbliższy jest jej sonet, który ze względu na swoistą rytmikę stanowi naturalną, aczkolwiek coraz rzadziej stosowaną formę lirycznego wyrazu. Zainteresowanie dziennikarki przeszłością stanowi powód do licznych podróży śladami najwybitniejszych artystów. Dzięki temu nawet osoby zazwyczaj niepałające miłością do książek, z przyjemnością słuchały relacji z wypraw śladami Tove Jansson. Reporterka ma niesamowitą pamięć do szczegółów. Opowieść okazała się nie tylko porywającym opowiadaniem o kulisach powstania Muminków, lecz także niezwykle ciekawą lekcją historii architektury oraz geografii. Wybrańcy dostali nawet serwetki ze słynnymi bohaterami. Choć całe spotkanie trwało ponad dwie godziny, pani Krystynie udało się, jedynie w pewnej części, przekazać swą miłość do twórczości Williama Shakespeare’a. To szczególnie cenne teraz, gdy za kilka miesięcy będziemy obchodzić czterechsetną rocznicę śmierci angielskiego dramaturga.

Frysztacka odsłona XXV Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej była naprawdę ciekawa również ze względu na uwidocznienie dwóch różnych podejść do pisania poezji i mówienia o tym. Można podobnie, jak Stanisław Szewczenko, być na pozór cichym i skupić się na lirycznym uchwyceniu uczuć, bądź wzorem Krystyny Koneckiej otwarcie zarażać pasją oraz przekazywać ogromną wiedzę, jaką się posiada. Obie drogi potrafią się dopełniać, o czym świadczy współpraca zawodowa obydwojga artystów na przestrzeni pracy twórczej. Wydaje się, że właśnie oni mogliby być idealnymi ambasadorami galicyjskiej różnorodności, która nie dzieli, lecz łączy.

Nie sposób opisać wszystkich spotkań, jakie odbyły się w wielu miejscach Ukrainy, Małopolski i Podkarpacia. Na szczęście, dla wszystkich, niemogących uczestniczyć w spotkaniach, powstał okazjonalny tomik pt. „Jawi się w naszym obcowaniu”, gdzie znajdują się wybrane utwory pisarzy, którzy byli częścią tego unikalnego wydarzenia.

Anna Dral

piątek, 16 października 2015

Nina George „Lawendowy Pokój”

13 października 2015 r. klubowicze zagłębili się w książkę opowiadającą ciekawą historię, ale i pełną mądrych myśli.

W życiu niemal każdej osoby, która spędza mnóstwo czasu między regałami z literaturą, przychodzi taki moment, kiedy jakiś znajomy zakochany wyłącznie w nowoczesnych technologiach, bądź niezbyt miło wspominający czasy lektur szkolnych zapyta, dlaczego czytamy. Jak wtedy wyjaśnić pasję wpatrywania się w rzędy czarnych literek na kartkach, gdy gdzieś obok jest wszechogarniający Internet i telewizja? W końcu odpowiedzi jest tak wiele. Dla niektórych to forma rozrywki, dla innych chwilowa odskocznia od smutnej codzienności, niedającej nadziei na lepsze jutro. Gdzieś są również osoby, poszukujące w fikcyjnych fabułach sposobów rozwiązania swoich realnych problemów. Często łatwiej wziąć do ręki niepozorną książkę niż porozmawiać z kimś naprawdę bliskim o gnębiących nas kłopotach. Tylko czy to jest naprawdę dobre rozwiązanie? Oto jedno z wielu pytań, jakie zadaje Nina George na stronach swojej powieści.

Jean Perdu to nietypowy księgarz, prowadzący niezwykłą Aptekę Literacką, gdzie książki sprzedaje się jak leki na receptę. Wystarczy, że ktoś zawita w gościnne progi barki Lulu, by wprawne oko sprzedawcy woluminów odkryło, jaką pozycję i w jakiej dawce należy przepisać, by czytelnik czuł się lepiej. Są tam wszak księgi na wszystkie smutki.  Od lat rzesze wiernych klientów topią tam swoje problemy w przeróżnych tytułach. Jednak w myśl porzekadła, iż szewc bez butów chodzi, mężczyzna na co dzień pomagający w leczeniu zranionych dusz, sam przeżywa wewnętrzne rozterki. Odkąd ponad dwie dekady wcześniej odeszła od niego ukochana, żyje jak pustelnik. Wokół siebie ma tylko stosy książek, z których zbudował osobliwy mur, oddzielający go od niechcianych wspomnień. Niespodziewanie musi stawić czoło uśpionym demonom, wchodząc do lawendowego pokoju po stół dla nowej sąsiadki, która została z niczym. To sprawia, iż w niedługim czasie mężczyzna jest zmuszony do otwarcia listu, będącego gdzieś na dnie szuflady i zawierającego odpowiedź na pytanie, które Jean zadawał sobie nie raz w ciągu dwudziestu jeden lat. Wbrew pozorom to, czego się dowiaduje, sprawia, że nieznośny ból zamienia się w jednej chwili w bezbrzeżne poczucie winy. W akcie desperacji spokojny dotąd człowiek odcumowuje swoją barkę i wyrusza w podróż tam, gdzie powinien znaleźć się już dawno. Niespodziewanie, dołącza do niego młody pisarz Max Jordan, który po oszałamiającym debiucie, szuka inspiracji do kolejnej powieści, unikając uciążliwej adoracji zakochanych w nim nastolatek.

Muszę przyznać, że już dawno nie czytałam tak dobrej, a zarazem tak złej powieści. Do około połowy pozycji miałam ochotę wyrzucić ją przez okno. Drażnił mnie styl i ścieranie się dwóch kontrastowych koncepcji, bo czyż można sobie wyobrazić coś na kształt romansu psychologicznego? Autorka bardzo długo stara się osiągnąć bilans między elementami, które pozornie do siebie nie pasują. W końcu osiąga swój cel, ale zanim to nastąpi, jesteśmy zasypywani obrazem idyllicznej miłości. Tylko czy opisywaną sytuację można tak nazwać, gdy wiemy, że kobieta żyła z dwoma mężczyznami równocześnie, nie mogąc się zdecydować na jednego z nich? Czy jak twierdziła, była to w pełni jawna relacja między nią, mężem i kochankiem? Pomijając jednak tę kwestię, na kartach powieści obserwujemy dogłębny proces przeżywania żałoby po stracie bliskiej osoby, który przedstawiony jest w większości poprzez rozmowę w myślach głównego bohatera z Manon. Autorka stawia również pytanie czy człowiek walczący ze śmiertelną chorobą, ma prawo do zachowania tej informacji dla siebie bez wtajemniczania w to najbliższych.

Niemka buduje swoją fabułę, dzięki zastosowaniu wyraźnego kontrastu między głównymi bohaterami. Młody Max uosabia współczesnego człowieka, który jest przyzwyczajony do zdobyczy cywilizacji i czerpie inspiracje z chaosu wielkiego miasta. Przyszedł jednak moment, gdy potrzebował chwili wytchnieniai wtedy właśnie spotkał Jeana. Tylko czy chłopak, który charakteryzuje się otwartością, zrozumie introwertyczną osobowość kompana podróży i będzie potrafił mu pomóc w odzyskaniu radości życia?
Słowa uznania należą polskiemu wydawcy, który zastosował dwa rodzaje czcionki, by rozgraniczyć świat wewnętrznych myśli i zewnętrznych wydarzeń. U George ta granica jest dość płynna, stąd poznawanie fabuły wymaga skupienia ze strony odbiorcy. Opis bolesnych wspomnień często jest przywoływany w trakcie błahych dialogów, do których ponownie jesteśmy odsyłani po odbyciu sentymentalnej podróży do jakiegoś fragmentu przeszłości.
„Lawendowy pokój” to powieść, gdzie ważnym elementem jest książka, gdyż to ona stanowi źródło pocieszenia oraz barierę przed bólem. Wobec braku pieniędzy staje się także środkiem płatniczym w trakcie dalekiej wyprawie do Prowansji. Paradoksalnie, to udowadnia, że czytanie to nie wszystko i nie zwalnia nas od kontaktu z ludźmi i stawiania czoła codziennym trudnościom w realnym życiu.  Uzupełnieniem fabuły są dołączone przepisy kulinarne oraz unikalna bibliografia książek, ukazanych poprzez emocje, jakie mają wywołać w przyszłym czytelniku. Nie do końca przekonuje mnie taka forma opisu pozycji, bo już wielokrotnie przekonałam się, że co dla jednego jest wzruszające, dla kogoś innego bywa banalne.
Myślę, że sporo racji miał Szymon Bobrowski, sugerując w krótkiej rekomendacji na okładce, iż ten tytuł powinien trafić w odpowiednie ręce. Jestem przekonana, że zdecydowana większość osób, które po niego sięgną, zarzucą lekturę po kilkudziesięciu stronach. Zostaną tylko Ci najbardziej wytrwali. To dla nich będzie nagrodą odkrycie naprawdę ciekawej głębi tej powieści.

Anna Dral

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | GreenGeeks Review