wtorek, 25 września 2018

Gdy biblioteka pachnie jabłkami, czyli o spotkaniu autorskim z prof. Adamem Żuchowskim

Są takie spotkania autorskie, o których trudno się pisze i to wcale nie dlatego, że były one dla nas nieudane. Sęk w tym, że siadacie do pisania relacji, z druzgocącą świadomością, że żadne słowa nie oddadzą tego, co chcecie przekazać. Dziś o takim właśnie wydarzeniu chciałabym Wam opowiedzieć. Są takie chwile, kiedy małe społeczności mają okazję wykrzyknąć (a może lepiej napisać wyszeptać), że są dumne, z kogoś, kto wywodzi się z ich Małej Ojczyzny. Tak właśnie jest w przypadku pana profesora Adama Żuchowskiego. Zdaję sobie sprawę, że większości z Was nie jest znana osoba tego niezwykłego człowieka, więc pozwólcie mi na początek nieco ją przybliżyć.

Pan profesor Adam Żuchowski urodził się 10 sierpnia 1934 roku we Frysztaku, lecz spędził tam zaledwie kilka lat swojego wczesnego dzieciństwa. Koleje losu zaprowadziły go, bowiem na tzw. Ziemie Odzyskane. Studiował na wydziale Elektryki Politechniki Wrocławskiej, gdzie następnie podjął badania naukowe w dziedzinie metrologii elektrycznej. Po latach, podążając za jednym ze swoich zawodowych mentorów związał swoją pracę naukową ze Szczecinem, gdzie zajął się automatyką. Jest autorem ponad dwustu pięćdziesięciu publikacji naukowych. Pewnie niewielu ze studentów pana profesora, wie o tym, że poza talentem do nauk ścisłych jest on również… poetą.

Na spotkanie z panem Adamem udałam się 8 sierpnia 2018 roku, doskonale wiedząc, że będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w moim życiu. Od czasu, kiedy jedna z bliskich mi osób, opowiadała mi o wierszach poety, liczyłam na to, że być może kiedyś będę miała okazję uczestniczyć w którymś z jego spotkań autorskich. Kiedy dowiedziałam się, że Gminna Biblioteka we Frysztaku organizuje takie wydarzenie, nawet coraz większy ból zęba, nie mógł mnie powstrzymać przed spełnieniem marzenia.

Gdy przybyłam do miejscowej czytelni, na pana profesora czekali już jego bliscy i przyjaciele. W powietrzu czuć było przyjazną atmosferę oraz lekki zapach świeżych jabłek, które czekały na zebranych na udekorowanych stolikach. Postanowiłam tym razem o nic nie pytać, lecz po prostu słuchać. W spotkaniach poetyckich warto, bowiem zostawić bohaterowi przestrzeń, by mógł wypełnić je swoimi strofami. Gdy gość został oficjalnie przywitany m.in. przez dyrektorkę biblioteki Jolantę Zarszyńską, stało się coś niezwykłego. Nagle wszyscy niepostrzeżenie przenieśli się w czasie o kilkadziesiąt lat.
 
 

„Mnie drzwi obcych nie nęcą podwoje,
Rzymów skarby ni Paryżów wdzięki,
one nigdy wszak nie będą moje
na dwa kroki, na dotknięcie ręki.

I dlatego zawsze wracał będę,
gdzie marzeniu i sercu blisko:
do pagórków, co przysiadły rzędem
nad doliną, gdzie w wiklinach Wisłok.

Gdzie nadrzecznych łąk zielony aksamit,
gdzie sierp łany pszeniczne strzyże,
do miasteczka – co stromymi uliczkami
zbiega w dół coraz niżej i niżej.

Do tych ludzi, co się śmieją i płaczą
jak i ja – w swych wzlotach upadkach,
w sercach, w których to samo znaczą
co i dla mnie – ziemia, chleb i matka”.

(wiersz Wyznanie)

Adam Żuchowski przywołuje w swoich wierszach świat swojego dzieciństwa. Zabiera czytelnika do Frysztaka, którego już nie ma. W jego wspomnieniach to małe miasteczko jest nieco uboższe niż dziś, ale za to bardziej eteryczne. W ciągu kilku minionych dekad miejscowość bardzo się zmieniła. Warto podkreślić, że gmina, w której mieszkam ma bardzo bogatą, choć trudną historię. Mimo to, w wierszach pana profesora dominuje sielankowość i tęsknota za piękną przyrodą oraz ludźmi, których już nie ma.

Sam autor mówi, że dzisiejszy Frysztak nie jest już jego. Brak już we współczesnym pejzażu dawnego zadbanego brzegu Wisłoka i namacalnego poczucia kontaktu z naturą. W trakcie dyskusji padła propozycja nazwania jednej z płytkich wysepek na rzece imieniem poety, lecz on sam skwitował ten pomysł skromnym milczeniem. Adam Żuchowski jako zapalony wędkarz i były taternik, kocha dziewiczą przyrodę, która często jest dewastowana. Niemniej pan profesor wiernie powraca do miasteczka na wzgórzu i obserwuje jego przemianę. Podejrzewam, że dusza poetycka gościa biblioteki po prostu mieszka gdzieś na pobliskich pagórkach i co jakiś czas wzywa swojego właściciela do powrotu w rodzinne strony.

Dla mnie samej spotkanie z panem Adamem Żuchowskim było ogromnym przeżyciem. Pan profesor okazał się niezwykle ciepłym człowiekiem, o ujmujących manierach. Bardzo zazdroszczę panu Adamowi, że zachował w sobie duszę małego chłopca, który potrafi zachwycić się pięknem podkarpackiej przyrody, ale równocześnie nie jest w swym podejściu bezkrytyczny. Choć mój Frysztak nie jest już tym z wierszy poety, mam głębokie przekonanie, że jego tomiki na zawsze będą dla mnie jak dobre wino lub drogocenne obrazy. Każdy utwór jest, bowiem fragmentem historii mojej własnej lokalnej tożsamości, zamkniętej w pięknych frazach. Pewnie, gdyby nie pan profesor nigdy nie poznałabym świata młodości moich dziadków w tak pięknej i lirycznej odsłonie.

                                                                                                           Anna Dral




0 komentarze:

Prześlij komentarz

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | GreenGeeks Review