poniedziałek, 13 lutego 2017

Ewa Barańska – „Szczęście urojone”

Styczniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było Ewie Barańskiej i jej książce „Szczęście urojone”.

Gdy dostałam do rąk książkę, tak naprawdę nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Opis na okładce wskazywał, że będę zmuszona czytać dość schematyczną powieść obyczajową, lecz miałam nieodparte wrażenie, że nie jest to do końca zgodne z prawdą. Potwierdził to króciutki prolog, który może zapowiadać dobrą powieść kryminalną lub pierwszy przejaw popadania w obłęd. Zanim jednak dowiemy się jaka jest prawda, musimy cofnąć się kilka miesięcy wstecz, by poznać źródło tej tajemniczej sytuacji.
Gabriela Eliasz-Berg wygląda na kobietę, której niczego nie brakuje. Ma satysfakcjonującą pracę, w której jest doceniana oraz męża, zapewniającego jej życie na dość wysokim poziomie materialnym. Jak nie trudno się domyślić, ten obraz sytuacji nie jest do końca kompletny. Każdy ma jakieś mniejsze lub większe problemy i Gabrysia nie jest wcale wyjątkiem. Kiedy zamykają się drzwi do mieszkania Bergów, pani profesor natychmiast zamienia się w zwykłą szarą myszkę, która boi się zawieść swojego partnera. Maks wszak codziennie mówi swojej żonie, że bez niego byłaby nikim. Nasza bohaterka, pomimo tych jawnych zniewag, uważa swojego ukochanego za prawdziwy ideał i nie przeszkadza jej nawet to, iż mężczyzna odciął ją od wszystkich znajomych. Jednak ten „książę idealny” ma dla Gabrieli jedną małą wadę – brak wyższego wykształcenia. Niemniej dobra żona napisze pracę magisterską za męża i problem zostanie rozwiązany. Ta fałszywa równowaga zostaje jednak wkrótce zderzona z rzeczywistością.
Okazuje się, że firma deweloperska Max-Bud zdefraudowała pieniądze swoich klientów, pobierając od nich zaliczki na poczet przyszłych mieszkań, po czym zawiesiła inwestycję. Gabriela nie może uwierzyć, że jej mąż to oszust. Jeszcze bardziej niepokoi ją piękna blondynka, która stoi u boku Maksa. Wkrótce okazuje się, że podejrzenie romansu, to tak naprawdę ogólnie znany fakt. Wydaje się, że najwłaściwszą decyzją byłoby rozstanie, ale nagle w zdradzonej kobiecie budzi się chęć odzewu. Tylko czy Gabrysia nie popełnia błędu, myśląc, że małżonek niczego się nie domyśli? A może Maks będzie starał się unieszkodliwić swoją żonę? Do czego może posunąć się zdradzona kobieta?
Przez dużą część książki zastanawiałam się, gdzie tak naprawdę kryje się prawda. Autorka pokazuje punkt widzenia głównej bohaterki, ale wcale nie daje czytelnikowi pewności że Gabriela postępuje słusznie. Przez pewien moment można się nawet zastanawiać, czy nie ponosi jej fantazja, jeśli chodzi o podejrzenia wobec Maksa. Takim rozważaniom sprzyja to, iż autorka nie zbudowała postaci Gabrysi, jako kryształowo czystej, zdradzonej kobiety. Choć przez całą powieść kibicujemy jej w osiągnięciu celu, to mamy też świadomość, iż ma skłonność do wywyższania się i instrumentalnego traktowania innych. Empatia raczej u naszej bohaterki nie występuje, ale potrafi ją świetnie udawać, zwłaszcza wtedy, kiedy chce szybko wejść w nowe środowisko.
„Szczęście urojone” aż prosi się o lekkie porównanie z twórczością Joanny Chmielewskiej nie tylko ze względu na fakt, że książka Ewy Barańskiej została opublikowana nakładem wydawnictwa Klin, które promuje spuściznę najsłynniejszej, polskiej autorki lekkich kryminałów. Nietrudno zauważyć, że w stylu Barańskiej jest coś z ducha prozy Chmielewskiej. Lekkość prowadzenia narracji oraz aktualność poruszanych w tle tematów pokazuje, że obie pisarki za banalnymi historiami ukryły ważne problemy. Pani Ewa jednak skupia się nie tylko na aspekcie występowania danego zjawiska, ale również jego wpływie moralnym, o czym może świadczyć poniższy fragment:
,,Ku swojemu zaskoczeniu odkryła, że cyberprzestępstwo kwitnie jak każdy dobrze zarządzany biznes, a nawet jeszcze lepiej, gdyż nie jest zagrożone żadnym kryzysem (...). Gabriela to potężne, bezkarne zło uznała na tę chwilę za sprzymierzeńca swych uczciwych intencji"1.
Ewa Barańska w „Szczęściu urojonym” mówi nie tylko o wirtualnej przestępczości, ale także m.in. o kradzieży tożsamości, celibacie księży, chorobie nowotworowej czy aspekcie bezdomności. Pomimo, że ważnych tematów jest sporo, to autorka nie poświęca im zbyt wiele uwagi. Co ciekawe, wcale nie czułam, że te motywy były potraktowane powierzchownie. Myślę, że Ewa Barańska chciała w ten sposób przekonać nas o bezwzględności Gabrieli.
O ile jestem pod ogromnym wrażeniem ukazania warstwy psychologicznej tej powieści, to wątek kryminalny, który jest tak naprawdę najważniejszy, ogromnie mnie zawiódł. Przyznam, że punkt zwrotny całej fabuły, był tak mało wiarygodny, że w moim przypadku zauważył na ostatecznej dość niskiej ocenie. Sam wątek jest jednak dość specyficzny, co uświadomiłam sobie dopiero w trakcie dyskusji z innymi czytelnikami tej powieści. Autorka łamie ironią ogólne znane schematy, powodując pewne zaskoczenie tym, w jakim kierunku prowadzi swoją fabułę.
Generalnie ,,Szczęście urojone" to lekka lektura na jeden wieczór, której głębszy sens uderza w czytelnika dopiero po odwróceniu ostatniej kartki i głębszym zastanowieniu . Dla tych, którzy chcieliby sięgnąć po ,,Szczęście urojone" mam na koniec małą radę. Lepiej nie zaglądajcie do spisu treści, gdyż znajdziecie tam streszczenia każdego rozdziału. Pierwszy raz spotkałam się z taką praktyką.

Anna Dral

1 Ewa Barańska „Szczęście urojone”, s. 100-101, Wydawnictwo Klin, 2015

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | GreenGeeks Review